Ciemnowłosy władca Trzeciej Części szykował się na wieczorne wyjście do przyjaciela, u którego miało zostać uczczone przejęcia tronu przez Luksembryego i jednocześnie jego narodziny. Dziś kończył równo 2300 ludzkich lat. Mężczyzna ruszył przed siebie powozem zaprzężonym w 20 rumaków o srebrnej lśniącej barwie. Przemierzał lasy aż dotarł do posiadłości Inegoryego. Potężna budowla wysokości kilku wieżowców dumnie stała wyglądając wysoko ponad korony zmodyfikowanych drzew. Młody wampir wysiadł z powozu i zatrzymał się wdychając rześkie powietrze, patrzył chwilę z lekkim uśmiechem na po części swoje dzieło. Razem wznieśli tyle pięknych budowli, co nigdy nie udało by się ludziom. Znał każdy kąt domu przyjaciela, razem planowali co gdzie będzie się znajdywało. Od razu udał się do sali, gdzie odbywało się przyjęcie. Wszedł do niej. Na środku stał ogromny stół przy którym siedziało wielu znajomych wampirów, niektórzy się bawili, zajmowali swoimi ludzkimi zdobyczami. Na ścianach wisiały ogromne plakaty z wizerunkiem Luksembryego. Gdy wszedł wszyscy wstali i zaczęli go witać, składać życzenia, wręczać prezenty, które wylądowały w przeznaczonym do tego pokoju. Po przywitaniu się z większością zasiadł do stołu na honorowym miejscu. Pięknie, acz skąpo ubrane młode dziewczęta oraz chłopcy zapewniali rozrywki gościom. Po wypiciu kilku lampek wina zmieszanego ze zwierzęcą krwią dzikich kotów i rozmowie, Inegory wstał i rzekł do przyjaciela - Luksembry, a oto mój prezent dla Ciebie - z uśmiechem wskazał dłonią na drzwi, które otworzyły się, a w nich stanął wprowadzony przez tresera chłopak o rudych, lśniących, niesfornie układających się na wszystkie strony świata włosach, dużych zielonych oczach i wydatnych malinowych ustach. Ręce i nogi miał skute kajdankami, został na kilka sekund oślepiony jasnym światłem w sali, gdyż dotychczas przebywał w całkowicie ciemnej klatce. Ubrany był w aksamitny, leciutki szlafrok, ledwo zasłaniający okrągły tyłeczek. Usta miał zaklejone taśmą. Widać było jak patrzy z niechęcią i złością na całą publikę, która w tym czasie dokładnie lustrowała go wzrokiem. Został przyprowadzony przez tresera do samego Luksembryego. Zmuszony klęknął przed nim i spuścił głowę. Nie chciał na nikogo patrzeć, czuł się poniżony tą sytuacją. Poczuł na swoim policzku ciepłą dłoń i usłyszał rozkaz, miłym głosem, ale rozkaz, żeby spojrzał w górę. Odważył się i podniósł wzrok napotykając zimną czerń mieszającą się z gorącą czerwienią w oczach wampira, który napalał się samym widokiem chłopca. Ten cofnął się na kolanach wystraszony mężczyzny. Słyszał o nim dużo, niekoniecznie dobrego. Żaden wampir nie był dobry. Luksembry kazał odejść treserowi, który przed opuszczeniem sali założył rudzielcowi obrożę i przypiął do smyczy. Wampir przyglądał się uważnie dzieciakowi.
- Ładny prezent.. Dzięki - rzucił z uśmiechem ciemnowłosy.
- Najlepsze co znalazłem, ma fajne ciałko i prawiczek. Od tyłu przynajmniej, z przodu nie wiem... - Inegory zaśmiał się obserwując rumiane policzki chłopaka. Ze wstydu czy ze złości, dla niego to nieważne.
Noc minęła szybko na sprośnych zabawach i upijaniu się. Dodatkowo Inegory podarował przyjacielowi lwa o najpyszniejszej krwi. O mało nie płakał ze smutku oddając swojego ukochanego kociaka. Luksembry późną nocą, gdy większość gości wychodziła postanowił już wrócić. Wprowadził swój nowy nabytek za smycz do wozu. Wyszkolone konie same jechały do jego posiadłości. W tym czasie chłopak w ogóle się nie odzywał, chociaż miał już możliwość bez taśmy na ustach. Wampira ciekawił jego charakter. Patrzył chwilami spod byka, ale siedział cicho. Po powrocie ciemnowłosy umył się, posmakował nowej krwi i ruszył nago do sypialni. Na środku wielkiego łoża leżał w szlafroku chłopak przypięty krótko na smyczy do ramy mebla. Wampir podejrzewał, że podano dzieciakowi jakieś proszki, dlatego postanowił dać mu od razu dawkę wyprowadzającą z dziwnego stanu. Nie mylił się, chłopak od razu zaczął się rzucać i krzyczeć na niego. Aż się zaśmiał nie wierząc w ludzką głupotę. Jak zwykły nastolatek ma czelność krzyczeć na niego, na samego władcę trzeciej części. Od razu chwycił za bat i stanął nad zielonookim, zaczął go okładać po dosłownie całym ciele. Młodzieniec zwijał się z bólu i krzyczał po jakichś 30 minutach okładania go narzędziem kary. Leżał już cicho drżąc tylko i patrząc z przerażeniem na nowego właściciela, cały w czerwonych pręgach.
- Po pierwsze. Od teraz jesteś moją własnością, więc masz zwracać się do mnie per "Panie". - czarnooki spoglądał na niego z wyższością - Po drugie. Nie masz prawa na mnie krzyczeć ani pyskować. Jesteś mój, więc masz być mi posłuszny. Mam pełną służbę, więc postanowiłem iż zostaniesz moim sex-zwierzaczkiem. Masz wykonywać wszelkie moje polecenia, za nieposłuszeństwo będziesz karany, a rozkaz potem i tak wykonasz, więc bunt jest bez sensu. Rozumiemy się? - z "przyjaznym" uśmiechem wystawił do niego dłoń i pogłaskał po zranionym przez bat policzku. Chłopak nie wiedział co ma robić, leżał nieruchomo patrząc w bok na wampirzą dłoń. Jakby mało było tego, że nie wierzy w to, co się dzieje, że został porwany to teraz ma być.. czym? Nawet mu przez myśli nie przechodzą słowa wampira. Nie wierzył w to, co się dzieje. "Czy to kara za bycie niegrzecznym chłopcem?" Zastanawiał się patrząc na wampira, który przykuł kajdanami jego nogi do obręczy zwisających z sufitu. Miał je teraz uniesione i szeroko rozłożone. Zarumienił się wiedząc, że ten mężczyzna patrzy i jakby tego było mało zrzuca z niego szlafrok, ale wolał się nie odzywać czując pieczenie na całym ciele po bacie. Wampir obejrzał dokładnie ciało chłopaka. Niewielkich rozmiarów sprzęt schowany w gęstym, rudym włosiu. Nastolatek czuł bladą dłoń głaszczącą go po kroczu. Od zawsze miał słabość do mężczyzn. Chociaż ten go zranił i wystraszył, nie mógł powiedzieć, że nie jest przystojny ani podniecający, bo był i to cholernie, jak powtarzał sobie w myślach. Zagryzał wargę by nie wydać z siebie żadnego odgłosu, zaciskał oczy, gdy dłoń powędrowała w okolice jego odbytu. Czuł lekki ból, gdy wampir wepchnął w niego palec sprawdzając czy rzeczywiście jest prawiczkiem.
- Zostaw mnie ty cholerny zboczeńcu..! - krzyknął i od razu tego żałował napotykając lodowaty wzrok wampira, ale co miał zrobić. Nie może pozwalać jakiemuś tam wielkiemu władcy, który samodzielnie złączył dwie planety i pokonał ludzkie wojska, dotykać się, no bez przesady. Starszy o niecałe 2300 lat wampir (wiek to tylko liczba XD) za karę przykleił do jego jąder plaster kopiący co kilka minut prądem i zostawił chłopaka w tej pozycji na całą noc. Sam zgasił światło i poszedł spać. Wykończony psychicznie chłopak był potwornie zły na swojego nowego Pana, ale wolał go nie budzić, bo oberwie jeszcze gorzej, jak przypuszczał. W środku nocy już nie wytrzymywał i zaczął krzyczeć, ale to nie obudziło smacznie śpiącego wampira. Chłopakowi chciało się beczeć z bezradności. Nad ranem już z jego oczu leciało kilka samotnych łez. Całą noc męczył się nie zmrużając oka, gdyż od razu budzony był co kilka minut kopnięciem prądu we wrażliwe skarby.
Ojejeje, podoba mi się ! baaaardzo mi się podoba. Czekam na dalsze części :D
OdpowiedzUsuń