poniedziałek, 26 sierpnia 2013

ONE-SHOT Ojciec x syn

- Niee, przestań! Przestaań! - w całym domu słychać było krzyki matki obserwującej, jak jej mąż bił skórzanym pasem ich jedyne dziecko. 11-letni chłopiec trząsł się zwijając z bólu na podłodze.
Matka była strasznie wychudzona, synek mniej, podczas gdy ojciec kupował jedzenia do domu tylko tyle by wystarczyło na nędzne przeżycie. Młody Michał, bo tak miał na imię chłopiec uciekł do swojego pokoju, gdy mężczyzna przestał go bić. 36-letni pan o blond włosach i przeraźliwie lodowatych, czystych niebieskich oczach wygonił na noc jak to miał czasem w zwyczaju żonę z domu. Ta nie miała odwagi mu się sprzeciwić, jak zawsze wychodziła z domu i spała w garażu. Gdy już wyszła, mężczyzna udał się do pokoju chłopaka ze schowaną przed kobietą pizzą. Michał wiedział, za co dostał lanie. Za to, że chciał powiedzieć matce na jakich zasadach dostaje więcej jedzenia niż ona, jednakże wtedy podsłuchiwał ich ojciec i wszedł od razu do pokoju przerywając rozmowę. Teraz chłopak leżał i patrzył na tatę chwilę, po czym wstał i jak zwykle powoli się rozebrał do naga jeszcze drżącymi, bladymi rączkami. Niebieskooki tylko uśmiechnął się i rozpiął spodnie wyciągając na wierzch już pobudzonego, dużego kutasa. Wszedł na łóżko chłopca, obok postawił pudełko z pizzą. Dzieciak wziął do ręki kawałek i usadowił się okrakiem na udach mężczyzny. Ten wepchnął w niego nawilżone dwa palce, krótko poruszał nimi i dołożył od razu trzeci, chwilę rozciągał chłopca poruszając palcami na boki, do przodu oraz do tyłu. Michał w tym czasie przeżuwał powoli pierwsze kęsy ulubionej pizzy jęcząc głośno. Starszy blondyn złapał młodego mocno w biodrach i opuścił na nawilżonego, stojącego dumnie penisa. Wziął go do samego końca, dzieciak siedział pośladkami na udach mężczyzny płacząc cicho. Cały był obolały, ale korzystał póki może i wcinał pizzę. Poruszał biodrami na boki podniecając tym samym mężczyznę jeszcze bardziej, który teraz zaczął lizać go po szyi. Starszy trochę pomagał rękami, którymi trzymał młodego mocno w pasie, skakać dzieciakowi na swoim penisie. Ten musiał skupić się i na dogodzeniu swojemu tacie, i jedzeniu, co nie było proste, ale miał już wprawę. Czuł jak jedną ręką niebieskooki pieści jego sutki, uciskając je palcami oraz ciągnąc za nie.
- No, młody, postaraj się trochę... - mężczyzna wyszeptał mu do ucha po czym zaczął je lizać namiętnie. - D-dobrze, tato. - Michał zaciskał się na twardym penisie najmocniej jak może, wiedział, że to sprawia tacie najwięcej przyjemności.
- Grzeczny chłopiec.. - ojciec w nagrodę złapał małego członka swojego synka i zacisnął na nim dużą dłoń. Zaczął energicznie nią poruszać, podniecając tym samym dziecko, które już po krótkiej chwili spuściło się na kawałek pizzy krzycząc przy tym z przyjemności i zaciskając się mocniej na sprzęcie taty. Ten natomiast czując uciskające go mięśnie chłopca pchnął jeszcze kilkakrotnie i również doszedł, ale w nim. Ściągnął wykończonego dzieciaka ze swoich nóg. Jedenastolatek położył się zmęczony na łóżku. Pod nos dostał podsunięty przez ojca kawałek pizzy ze spermą.
- To masz dokończyć. - rzucił mężczyzna i pogłaskał dzieciaka po pośladkach, spomiędzy których wyciekało nasienie ojca. Chłopiec od razu zaczął jeść pobrudzony swoją spermą kawałek pod bacznym okiem blondyna. Gdy skończył ojciec wrócił spod prysznica i kazał mu się wypiąć. Młodszy nie chciał powtórki, bo był wykończony, ale posłusznie uniósł tyłeczek w górę. Patrzył przez ramię na swojego ojca, który w tym momencie zaczął zlizywać z jego ud i pośladków własną spermę. Po pokoju od razu rozniosły się jęki cienkiego, acz chłopięcego głosu. Mężczyzna zatapiał język w gorącej dziurce swojego syna wylizując nasienie, a następnie położył się razem z nim do łóżka.
- Dziękuję.. tatusiu. - mruknął trochę nieśmiało i wtulił się w gorące ciało zmęczony. Ojciec pocałował go tylko w główkę i zasnął równie szybko, co młodszy.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Sebastian Michaelis x Grell Sutcliffe

W DOSYĆ DŁUGIM POŚCIE OPISANA ZOSTAŁA HISTORIA MIŁOŚCI SEBASTIANA I GRELLA. O TYM, JAK GRELL ZMIENIŁ SIĘ W OCZACH SEBASTIANA I JAK CIELA POTRĄCIŁA KAROCA. ZAPRASZAM DO LEKTURY.


- Sebastian... - westchnął młody hrabia siedząc w fotelu. Jego kamerdyner posłusznie stał obok spoglądając to na trzynastolatka, to na list wysłany od anonimowego nadawcy. Ciel nie wiedział, co myśleć. Co prawda i tak ostatnio praktycznie nic nie robił, nie rozwiązywał żadnych tajemniczych spraw, a jak to dziecku, nudziło mu się. Nadawca pisał z ogromną prośbą o pomoc w poszukiwaniu zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach dziewczyny. Dołączone było również zdjęcie. Chłopakowi lekko drżała powieka, natomiast jego lokaj tylko wpatrywał się z poważną miną w zdjęcie dziewczyny. Kogo ona im mogła przypominać...

*** wcześniej ***


Czerwonowłosy shinigami kolejną godzinę ćwiczył nakładanie makijażu. Miał już czerwoną twarz od tarcia nią o chusteczkę do demakijażu. Po jakimś czasie stał już dumny w sukience przed ogromnym lustrem. Spoglądał na swoje dzieło.

- Kyaaaaa! Sebcio już jest mój! >3< - robił puci puci swoim policzkom. (wytnijcie to) Kilka sweet foci w lustrze, wywołanie ich, machnięcie dramatycznego listu, zapakowanie zdjęcia i listu do koperty oraz wrzucenie koperty przez okno do posiadłości Phantomhive. Szybko wrócił do siebie, zaczął zmywać "makijaż" z twarzy, przebrał się w "normalne" ubranie.

                                                                                 ***

- Sebastian... - powtórzył młody hrabia. Odłożył list i zdjęcie na biurko.

- Co zamierzasz uczynić, Paniczu? - ledwo powstrzymywał się od śmiechu Sebastian. Jego panicz wstał, wziął zdjęcie.

- Idziemy.

Po około 20 minutach stali już przed Grellem w jego domu.

- Co to ma znaczyć? - rzucił beznamiętnie hrabia pokazując Grellowi zdjęcie. Ten złapał się teatralnie za głowę i wywalił gały na wierzch aż dziw, że mu nie wypadły z orbit. - To ona.... To... To.... Sebastian, łap mnie! - zemdlał prosto w ramiona demona, który od niechcenia go chwycił i postawił natychmiast do pionu.

- Grell! - krzyknął Ciel - Wiesz, kto to? - czerwonowłosy podrapał się teatralnie po brodzie, mrużył na zmianę to lewe to prawe oko wpatrując się w zdjęcie z miną filozofa rozwiązującego zagadkę skali światowej. - Toż to Maryśka Q_Q - pogłaskał twarzyczkę na zdjęciu - Jak ona wyrosła! - mówi z rozczuleniem w głosie, o mało nie beczy.

- Przestań się w końcu wygłupiać. Wiesz, gdzie ona jest?

- Och, tak! Oczywiście, że wiem! - odpowiedział podekscytowany shinigami spoglądając na Sebastiana - Jednakże, hrabio... Nie ma nic za darmo... - przebiegły uśmiech rozkwitł na twarzy, ukazały się trójkątne zęby.

- O czym ty mówisz? - Ciel zaczął szybko się irytować przy tym idiocie, jak nazywał go w myślach.

- Nie chcę gór, zamków, złota... Jestem tylko ubogim shinigami za marne tysiąc pięćset miesięcznie kuźwa na rękę... - wzdycha - Wyjawię ci, gdzie jest, mój drogi, jednak w zamian pragnę... spędzić dzień z Sebastianem! - zaczął nieznośnie piszczeć - Rozkaż po prostu Sebusiowi robić dziś dzień wszystko, co mu rozkażę, a pod koniec dnia wskażę ci miejsce jej aktualnego pobytu - uśmiecha się do dzieciaka. Ciel patrzy na wyraźnie zdziwionego lokaja, który obdarzył go teraz wzrokiem godnym bezdomnego psa w czasie burzy. Po chwili, gdy doznał olśnienia, uśmiechnął się szeroko.

- Oczywiście. - rzekł wyniośle - Sebastian. Dziś dzień masz robić wszystko, co skaże ci Grell, do północy. - można było zobaczyć zlęknione spojrzenie demona. - To za wczorajszą babeczkę... - wyszeptał hrabia.

- Yes, my Lord... - westchnął ulegle Michaelis. Grell aż piszczał z radości. Podszedł do czarnowłosego i pogłaskał jego silne ramię. Ten nawet nie drgnął.

- Ne, Sebuś... - wymruczał mu shinigami do ucha -  Zabierz mnie do swojego pokoju... Tam, gdzie śpisz. Na pewno wszędzie pachnie tobą! Cudownie pachniesz - szeptał jeżdżąc nosem po szyi demona i łaskocząc go tym samym.

- Idziemy, Sebastian. - Ciel poszedł przodem, byleby nie oglądać tej dwójki, ruszył prosto do swojej rezydencji. Sebastian niechętnie wlókł się za nim, za to czerwonowłosy o mało nie skakał z radości. Już wyobrażał sobie, co będą robić. Gdy dotarli do posiadłości, Phantomhive udał się od razu do swojego biura. Nawet nie wspomniał słowem o popołudniowej herbatce, na którą był teraz właśnie czas. Nie chciał im przeszkadzać. Cieszył się z sytuacji w której znajduje się jego lokaj, który wczoraj ośmielił się rzucić mu w twarz babeczką.

- Przez przypadek.... Taa... - mruknął sam do siebie trzynastolatek. Chociaż nic mu się nie chciało, to ręce miał pełne roboty. Niechętnie zabrał się za porządkowanie porozwalanych kart i listów.

- Sebusiu, załóż to! - Grell wymachuje przed demonem różową sukienką. Są w sypialni czarnowłosego. Ten, niestety, musi się na to zgodzić. Bierze od pierdolniętego shinigami sukienkę i chce wyjść się przebrać, gdy ten go zatrzymuje - Ne, ne, Sebuś! Tu się przebierz... - mruczy głaszcząc jego ramię.

Sebastian zrzuca z siebie ubranie i układa na łóżku. Oczom czerwonowłosego ukazuje się ogromny, wręcz nienaturalnej wielkości penis. Gruby, długi, mierzący spokojnie 30 cm. Nie mógł wyjść z podziwu, zaczął sobie wyobrażać, jak to byłoby gdyby miał się z nim kochać. A dziś jego marzenie może się spełnić. Znowu zaczął piszczeć z radości. *pisk a'la fangirls* Demon z pogrzebową miną zakłada na siebie różową sukienkę.

- Wspaniale wyglądasz, kyaaaaa! Zatańcz dla mnie! >3< - krzyknął i rzucił się na łóżko. Michaelis tego już nie wytrzymał, ucieka dosłownie przed czerwonowłosym z pokoju i wbiega do kuchni, chowa się pod wielkim stołem. Shinigami wybiega za nim.

- Aaaaaach, Sebastiaaaaanku, gdzie jesteś! >3< - w całej rezydencji rozległ nieznośny krzyk. Świr biegał uradowany po ogromnym korytarzu posiadłości. Sebastian siedział schowany w kuchni w różowej sukience. Ciel natomiast uśmiechał się co chwilę pod nosem siedząc przed swoim biurkiem. Czerwonowłosy w pogoni za przyszłym kochankiem wbiega wreszcie do kuchni, dociera do stołu i zagląda pod niego zauważając swoją miłość.

- Wyłaaaaaź! - krzyczy zrezygnowany - Twój panicz rozkazał ci się mnie dziś słuchać! A ja ci każę wyjść! TERAZ! - piszczy. Demon musi wyjść spod stołu.

- Proszę o wybaczenie... -  poprawia swoją sukienkę, odchrząka.

- Wynagrodzisz mi to, nie bój się! >3< - złapał go za rękę - Chodźmy! - wraca do sypialni. Sebastian patrzy na niego z powagą.

- Proszę, pozwól mi to zdjąć. - mówi beznamiętnym głosem. Grell pokręcił głową.

- Hmm.... To śliczne jest i pasuje do ciebie... - cmoknął go w usta, znowu zaczął piszczeć, gdy poczuł ich gładkość i miękkość na swoich. Aż westchnął, gdy czarnowłosy chuchnął mu przypadkowo do ust w tym samym czasie. Od niechcenia złapał ręce Grella w swoje.

- No proszę... - znowu robi minę bezdomnego szczeniaczka w czasie burzy.

*** Czarna czcionka - historia oczyma Sebastian, czerwona - Grella ***

 Jejku jejku jejku on był taaaaaki słodki! >3< Nie mogłem oprzeć się temu wzrokowi... O nie... Ale on tak ślicznie wyglądał w tej sukience! No ale skoro tak ładnie prosił... Pozwoliłem mu ją zdjąć, okazując swe łaskawe serducho, bijące tylko dla niego. Obdarzył mnie wdzięcznym wzrokiem, ach, jaki on był piękny... Znowu ją zdjął. Już myślałem, że mi stoi! Ten widok... Mmm... Nie mogłem dłużej czekać, pragnąłem go jak  niczego w swoim życiu! Oddałbym dla niego wszystko, nawet swój sprzęt... I okulary. Ja go kocham. Wiem, że czaaaaasem może, tak troszeczkę, o ciupinkę, być może, prawdopodobnie zachowuję się dziwnie, ale sam jego widok sprawia, że krew wrze mi w żyłach... (Grellcio niedoceniony romantyk - dop.) Wpatrywałem się teraz w niego dłuższą chwilę zastanawiając, co najpierw mu rozkazać... Może i to nie byłby seks z woli obojga, ale ja już nie mogę czekać! Powiedziałem mu to prosto z mostu.

- Sebuś... Chcę się z tobą kochać!

Co prawda mógł się tego spodziewać, ale jego zaskoczona mina... Mrrr...

Stałem jak słup przyglądając się mu w nadziei, że nie myśli o tym, o czym ja myślę, że myśli. Moje pragnienia, by dał mi wreszcie spokój legły w gruzach, gdy nagle wykrzyknął, że chce się ze mną kochać. Spojrzałem na niego zaskoczony, że niby się nie domyślałem. Na wszystkich shinigami, dlaczego akurat on... Zacząłem patrzeć na niego z innej perspektywy. Zastanawiałem się, jak on właściwie wygląda nagi. I jaki jest w łóżku. Na co dzień irytuje mnie jego zachowanie, jednakże... Hmm...pieprząc się jest równie denerwujący czy nie? To mogło być nawet ciekawe doświadczenie. Nie zorientowałem się w którym momencie zacząłem go rozbierać w myślach. Po chwili dopiero otrząsnąłem się i skinąłem głową.

Neeeee, dlaczego on się tak gapi!

- Ale masz być oczywiście delikatny!

Przyznam, że trochę speszyłem się pod jego tak uważnym wzrokiem... Znowu doprowadzał mnie do szału. Grrr. Odwróciłem od niego głowę, gdy zacząłem czuć, jak... Boże... Poliki mnie pieką. Nie, nie, nie, nieeee! Nie wiem, czego właściwie oczekiwałem. Chyba żeby wreszcie wykonał pierwszy ruch. A on tak tylko stał i gapił się na mnie. Spojrzałem na niego, wpatrywał się w moją twarz. On musi patrzeć się na te pieprzone rumieńce... Ksoo... Zupełnie, jakby czytał mi w myślach, podszedł do mnie i zaczął rozbierać. Stałem w bezruchu. Patrzyłem trochę jakby otępiały na demon zdejmującego ze mnie ubrania, a jego oczom ukazuje się coraz to więcej mojego ciała. Poczułem kolejną falę gorąca na twarzy, gdy Sebuś wpatrywał się w moje gołe, wydepilowane specjalnie dla niego krocze. Ugh...

Nie mogłem uwierzyć w to, co moje krwistoczerwone oczy widzą. On się po prostu rumienił i wstydził... Nie wierzyłem również w swoje myśli, w których przyznałem, że to jest nawet urocze. Nie patrzył na mnie jak psychiczna, niewyżyta seksualnie istota podglądająca swój obiekt westchnień. Patrzył tak inaczej.. Gdy zrzuciłem z niego na podłogę wreszcie bieliznę, odwrócił głowę w bok. Spojrzałem na jego twarz. Całe policzki zarumienione, lekko uchylone usta. Niemalże czułem jego gorący, przyśpieszony oddech na swojej twarzy. Uśmiechnąłem się do niego lekko. Jeszcze nic nie zrobiliśmy, a on wyglądał jak... nie wiem, jak wyglądał. Tak jakoś niewinnie? Słodko wręcz. Może seks z nim nie będzie taki zły, przyznałem w myślach. Pocałowałem go delikatnie w usta. Uśmiechnął się do mnie. Tak szczerze. Znów spojrzałem na jego ciało. Długie nogi, słodki uśmiech, sexy ciało, miękkie usta... Mój penis zaczął unosić się do góry. Zauważył to z lekkim zdziwieniem. Trochę nieśmiało, ręką powędrował do mojego krocza. Dotknął go. Poczułem na swoim skarbie gorące muśnięcia palcami. Tak delikatne. Mmm, przyjemnie. Zamruczałem mu prosto do ucha.

Nie będę ukrywał, że jego reakcja mnie zdziwiła. Mu po prostu zaczął stawać na mój widok... A ten pocałunek... Był cudowny, chociaż krótki. Przełamałem się i wysunąłem rękę w stronę jego członka. Delikatnie dotykałem go swoimi palcami wpatrując się w ten nienaturalnie wielki skarb. Sebuś przysunął się bliżej i zamruczał mi wprost do ucha. Specjalnie. Ja nie wytrzymam. Pragnę go. Ale się wczuł... Niczego nie pragnę bardziej od niego. Złapałem jego penisa stanowczo, zacisnąłem mocno na nim palce. Powoli poruszałem ręką naciągając jego skórę... Czułem, jak staje mu w mojej dłoni. Dosłownie. Nie wiem czemu, ale jakoś nie miałem odwagi patrzeć mu w oczy. Mój członek stał już na baczność domagając się uwagi. Wolną ręką sięgnąłem do jego jąder. Delikatnie je masowałem otwartą dłonią. Sebuś wydawał niesamowite dźwięki... Nawet nie wiedział, jak bardzo mnie podniecał swoimi westchnięciami. W duchu skakałem z radości wiedząc, że sprawiam mu przyjemność. Tak bardzo się cieszyłem... Cały czas uśmiechałem. Spojrzałem wreszcie na jego twarz. Był taki piękny... Zauważył mój wzrok. Zaczął wpatrywać się swoimi oczami w moje. Widziałem jego rozchylone usta... Czułem gorący oddech na swoim policzku. Składał delikatne pocałunki na mojej twarzy.


Ach, jaką przyjemność on mi sprawiał... Nawet tego nie wiedział. Sprawną miał łapkę, przyznam. Mój penis po kilku chwilach stał już dumnie nabrzmiały. Zauważyłem jego wzrok na swojej twarzy. Cały czas ukradkiem spoglądałem na jego uśmiech. Był taki uroczy. Nie irytował mnie w tym momencie w ogóle. Chwilę wpatrywałem się w jego oczy pożądliwie. Były piękne. Przybliżyłem się i zacząłem składać drobne pocałunki na całej jego twarzy. Brodzie, policzkach, zgrabnym, prostym nosku, czole... Zamknął oczy. Pocałowałem jego powieki i znów policzki. Chyba mu się podobało, bo do moich uszu dobiegało ciche mruczenie. Złapałem go pod kolanami i podniosłem, położyłem na swoim wielkim łóżku.


Było mi tak dobrze przy nim... Subtelne pocałunki działały na mnie uspokajająco. Zamknąłem oczy. Nagle poczułem, jak zostaję podniesiony do góry. Nim się zorientowałem, leżałem już nagi na aksamitnej, czarnej pościeli Sebastiana. Rzeczywiście, jak domniemałem, pachniało tu nim... W końcu co dzień kładł się tu spać. Przejechałem dłońmi po chłodnym materiale. Jak przyjemnie było, gdy przylgnąłem do niego swoim gorącym ciałem. Spojrzałem na Sebusia. On mnie normalnie pożerał wzrokiem. Nagi był taki seksowny... Zawisł nade mną. Siedział między moimi nogami, rozłożyłem je lekko dla jego wygody. Złapał mnie za nadgarstki i me ręce ułożył nad mą głową. Spoglądał chwilę na moją twarz, ja trochę natomiast zdenerwowany, nawet nie wiem czym, odwróciłem od niego wzrok. Wpił się w moje usta na dłużej. Czułem tę namiętność wręcz bijącą od niego. Do moich rozchylonych warg wsunął się śliski język, o którym od tak dawna marzyłem. Zaczął penetrować wnętrze moich ust. Delikatnie ocierałem się swoim kroczem o niego, czułem jego skarb na moim. Starałem się w miarę dobrze z nim lizać. Zdawało mi się, że wymienialiśmy ze sobą normalnie hektolitry śliny... Chyba lepiej być nie może. Tak cudownie. Ciepło. Przyjemnie. A ma być jeszcze lepiej...


 Nie mogłem się powstrzymać przed powtórnym skosztowaniem jego warg. Złapałem go w nadgarstkach i ułożyłem je nad jego głową wpijając się w upragnione usta. Czułem, jak je rozchyla. Natychmiast w odpowiedzi na ten ruch skorzystałem z okazji i wepchnąłem mu swój język do buzi. Jeździłem nim po jego policzkach, języku, podniebieniu, ostrych ząbkach... Było mi strasznie gorąco. Nigdy nie sądziłem, że akurat on może doprowadzić mnie do takiego stanu. Czułem, jak nieco niezdarnie dotyka swoim językiem mojego i kręci tymi wąskimi bioderkami. Nasze członki się o siebie ocierają, a języki wiją w tańcu mieszając ślinę. Chyba się trochę ośmielił. Mmm, podniecające. W końcu oderwałem się od niego na chwilę, w zamian usłyszałem ciche westchnięcie zmieszane z jakby zawodem. Uśmiechnąłem się tylko do niego i przylgnąłem nabrzmiałymi ustami do jego szyi. Jeździłem po niej językiem, smakując tej gładkiej, delikatnej skóry. Czułem, jak przez jego ciało przechodzą dreszcze. Zrobiłem mu kilka malinek na szyi. Puściłem jego ręce. Opuściłem się w dół. Chwyciłem stojącego, prawie o połowę mniejszego od mojego, członka i zacząłem wolno, nie śpiesząc się, poruszać na nim dłonią naciągając delikatną skórkę. Ujrzałem różową, odsłoniętą przez ruchy mojej ręki, różową główkę jego penisa. Oblizałem sobie usta i przylgnąłem do niej nimi. Śliskimi wargami ocierałem się o niezwykle czułą główkę delikatnie ją tym samym masując. Do moich uszu dobiegały głośne westchnięcia przyjemności Grella. Zaczął wić się na moim łóżku. Spojrzałem na jego twarz. Definitywnie było mu przyjemnie, jednocześnie widziałem, jak czuł się niedopieszczony. Mocno obciągnąłem skórkę na jego penisie w dół i chwyciłem samą główkę w usta. Zassałem się na niej tak mocno, że zapadły mi się policzki, a mój kochanek jęknął głośno, wybijając bioderka w górę. Oparłem dłonie na nich i przybiłem mocno do łóżka nie pozwalając mu na ruch nimi. Powoli brałem do ust więcej jego członka zasysając się równie mocno cały czas, kręciłem wolno głową na boki rozkoszując się tym nowym smakiem. Nie powstrzymywał się w ogóle, jęczał donośnie. Stwierdziłem w myślach, że te jęki są niczym muzyka dla moich uszu.


Nie wierzyłem, że to dzieje się naprawdę... Na wszystkich bogów, w których i tak nigdy nie wierzyłem, moje marzenia właśnie się spełniają. Nie potrafiłem się powstrzymać, gdy ssał tak mocno mój skarb i masował go gorącym, wilgotnym językiem. To było takie wspaniałe. Z rozkoszy wiłem się na jego łóżku drżąc, zaciskałem pięści na aksamitnej pościeli. Jęki same opuszczały moje usta, nie dawałem rady się powstrzymywać, gdy spoglądałem w dół. On właśnie ssie wręcz po mistrzowsku mój skarb. Patrzy na mnie pożądliwie mrużąc trochę swoje piękne oczy. Tak bardzo mnie podniecał, czułem, że długo tak nie wytrzymam. Kręcił powoli głową na boki nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Obserwował mnie i moje reakcje. Drżałem mocniej na ciele zbliżając się do osiągnięcia szczytu w jego ustach. On jednak nie pozwolił mi na to. Nie wiem skąd, ale gdy miałem dojść, oderwał się nagle od mojego członka. Spojrzałem na niego z cierpieniem na twarzy, gdyż przestał mnie zadowalać swoimi cudownymi ustami. A miałem już dojść... Patrzyłem na niego teraz z wyrzutem. Ten tylko zaśmiał się, co wzbudziło we mnie wstyd. Śmiał się ze mnie...? Odwróciłem wzrok oburzony. Słyszałem, jak dyszę. Widziałem, jak moja klatka piersiowa unosi się w ekspresowy tempie do góry. Rozluźniłem pięści uwalniając zmięty materiał ze swoich dłoni. Znów to zrobił... Pocałował mnie. Tak jakoś... czule. Delikatnie muskałem jego usta swoimi. Ocierałem się mocno o niego pragnąc dojść. Co prawda mogłem mu rozkazać, żeby szybko doprowadził mnie do końca, jednakże... Wolałem czekać. Zdać się na niego. Niech ze mną robi, co chce. Kocham go. Zaczął mnie głaskać po zewnętrznej stronie uda. Przyjemnie.


Słodziak... Ledwie oderwałem się od jego penisa. Nie chciałem pozwolić mu dojść tak szybko. Pragnę mu dać o wiele więcej przyjemności. Mam nadzieję, że pomimo tego morderczego wzroku, którym mnie właśnie obdarzył, rozumie to, co chcę zrobić... Podniosłem się i znów wpiłem w jego słodkie usteczka. Po krótkiej chwili przymknął oczy i zaczął składać na moich wargach delikatne pocałunki. Urocze... Odsunąłem się trochę. Spojrzałem na jego twarz. Tak naturalna, ładna. Nie wydawał się już psycholem, tylko takim normalnym, spokojnym, nieprzeciętnie uroczym stworzeniem. Patrzył na mnie półprzytomnie, chyba oczekując kolejnego ruchu z mojej strony. Pogłaskałem go po udzie i podniosłem się do siadu. Obróciłem go z łatwością na brzuch. Odwrócił głowę w moją stronę, spojrzał jakby z... przerażeniem? Szepnąłem tylko "Spokojnie" i podłożyłem puchatą poduchę pod jego bioderka. Dalej się na mnie patrzył. Nie wiedziałem czemu, ale coś mnie ukłuło normalnie w serducho, gdy widziałem jego minę.

- Rozluźnij się - uśmiechnąłem się do niego ciepło i zachęcająco. Chyba mi zaufał, bo przytaknął głową odwzajemniając delikatnie uśmiech. Widziałem na jego twarzy spore rumieńce. Jaki wstydliwy... I delikatny, kto by o nim tak pomyślał... No na pewno nie ja, przynajmniej kiedyś, gdy na co dzień był takim idiotą. Zaśmiałem się w myślach, nie chciałem go czymkolwiek urazić. Słodki był. Gdy odwrócił już ode mnie głowę i ułożył wygodnie, położyłem mu dłonie na gładkich, krągłych pośladkach. Polizałem jedną, dosyć wydatną półkulę. Poczułem, jak wzdrygnął się mocno. Znów powtórzyłem ciche "spokojnie" i kilka razy przejechałem po jego pośladkach językiem.


Bogowie, co on chciał zrobić... Normalnie wystraszyłem się. Myślałem, że już chce we mnie wejść. To nie byłby najlepszy pomysł... Na pewno by mnie rozerwał... Dosłownie. Spojrzałem w tył i zarumieniłem się momentalnie widząc, jak wpatruje się w mój tyłek. Uśmiechnął się do mnie mówiąc,  żebym się rozluźnił. Również się do niego uśmiechnąłem widząc tą czułą minę na jego twarzy. Posłuchałem się go i położyłem wygodnie wpatrując się w bordową ścianę przede mną. Ach ten klimacik... Poczułem, jak jego wilgotny język prześlizgnął się zgrabnie po moim pośladku. Wzdrygnąłem się mocno. To było takie dziwne... Pierwszy raz ktoś mi tak zrobił, a dochodziła jeszcze świadomość, że to właśnie Sebcio... Usłyszałem ciche "spokojnie", po którym poczułem, jak na moich pośladkach tworzy swoim językiem wilgotne wzorki. To było nawet przyjemne. Starałem się rozluźnić. Nagle poczułem jego język na moim rowku... Wciągnąłem głośno ze świstem powietrze i otworzyłem szeroko oczy, spojrzałem na niego w tył. Patrzyłem przez chwilę i czułem, jak jeździ śliskim narządem po moim wejściu. Nie mogłem powstrzymać się od przeciągłego jęku. Uderzył mnie mocno w pośladek z otwartej dłoni wsuwając jednocześnie język w moją dziurkę. Myślałem, że dojdę. Nieważne, że nie byłem w tej chwili dotykany na penisie Wygiąłem się mocno w łuk patrząc znów przed siebie. Pojękiwałem cicho, a on wił swoim sprawnym językiem w mojej dziurce zaciskając dłonie na moich pośladkach. Czułem, jak powstaje lekko piekący ślad po jego silnej dłoni.


 Uderzyłem go mocno w dupcię i wsunąłem język jak najdalej tylko mogłem w jego wejście. Spojrzałem na pośladek, został czerwony ślad po mojej dłoni. Oj tam. Zacisnąłem dłonie na jego dupce rozchylając mu mocno pośladki, wiłem z przyjemnością językiem w gorącej dziurce smakując jej. Słyszałem głośne jęki. Ach, jak on ładnie jęczał. Wyginał się w łuk dupkę unosząc trochę do góry. Podobało mi się. Po dłuższej chwili takiej zabawy wysunąłem z niego język i wstałem, podsunąłem mu swoje palce przed usta. Szybko załapał o co mi chodzi i zaczął je dokładnie oblizywać. Mmm, jego śliski, gorący języczek na moich palcach... Gdy były już wystarczająco nawilżone zabrałem je od niego i znowu usiadłem wygodnie między jego zgrabnymi nóżkami. Nachyliłem się i wepchnąłem w jego wejście jeden palec. Nie bolało go, przyjął go z łatwością. Krótką chwilę zacisnął się na nim, ale niemal od razu, bez problemu się rozluźnił. Zacząłem nim poruszać na boki, powoli wyjmowałem i wsuwałem w jego wejście na nowo. Znów kręcił bioderkami na boki  niecierpliwie, wydawał te swoje słodkie odgłosy pod wpływem doznawanej przyjemności. Uśmiechnąłem się przebiegle, wsunąłem w niego drugi palec, nie poruszałem ręką. Poczekałem, gdy wystarczająco się rozluźni. Gdy wreszcie to zrobił, powoli zacząłem poruszać ręką. Wyjmowałem i wpychałem w niego palce kręcąc nimi jednocześnie na boki. Rozluźnił się całkowicie. Nie czułem w ogóle oporu, zacząłem naśladować palcami ruchy nożyc. Grell cały czas wił się niespokojnie na łóżku i jęczał doniośle. Podobało mu się. Cieszył mnie ten fakt. Zacząłem całować jego pośladki, zasysałem się na nich i odrywałem za każdym razem z głośnym mlaśnięciem.


Czy on zdaje sobie w ogóle sprawę z tego, co właśnie mi robi? Poczułem jego palec w swoim wejściu. Chwilę zacisnąłem się na nim, jednak nie chciałem, żeby pomyślał o mnie, że  jeden to dla mnie już za dużo, dlatego natychmiastowo się rozluźniłem. Nie poświęcał dużo czasu na jeden palec, szybko wepchnął drugi i poczekał  chwilę. Czułem lekki dyskomfort, jednak jeszcze nie ból. Starałem się rozluźnić, co przyszło mi nieco trudniej niż przed chwilą, ale nie zajęło dużo czasu. Sprawnie poruszał palcami rozciągając mnie jakby z wprawą... Po krótkiej chwili zacząłem czuć wręcz nieziemską przyjemność. Znów zacząłem jęczeć, nie zwracałem uwagi na to, jak rzucam się po łóżku, liczyła się tylko ta przyjemność i Sebastian. Czułem, jak całuje moje pośladki, zasysał na nich skórę i odrywał się od nich z donośnymi mlaśnięciami... To było takie cudowne... Tak bardzo mnie podniecał. Cieszyłem się, bo gdybym go obrzydzał, to w sumie nie pieściłby mnie w ten sposób. Myślałem, że przez specjalnie głośne mlaśnięcia chciał mi dać do zrozumienia, że moje pośladki... po prostu mu smakują. Zaśmiałem się cicho na tę myśl pomiędzy jękami. Poczułem, jak wpycha we mnie trzeci palec. Znów trochę zabolało, jednak uspokoił mnie słowami, żebym się rozluźnił i oddychał spokojnie. Ciekawiło mnie, czy to była oznaka.... jakby troski o mnie? Nie wiem, byłem po prostu szczęśliwy. Rozluźniłem się szybko z uśmiechem na ustach. Powtarzał te same ruchy co wcześniej, tyle że teraz z trzema palcami. Zacząłem jęczeć głośniej. To było takie przyjemne, jego palce rozpychające mnie... Dosłownie. Nie przestawał również całować i lizać moich pośladków. On jest boski... Sam delikatnie poruszałem biodrami wychodząc na przeciw jego palcom. Po chwili wyjął je ze mnie i splunął na moje wejście oraz swojego członka. Odwróciłem głowę w tył spoglądając na niego. Rozsmarowywał ślinę na swoim wielkim penisie. Przełknąłem głośno ślinę. Bałem się... Był naprawdę ogromny. Przewrócił mnie z powrotem na plecy, położył moje nogi na swoich ramionach i przystawił główkę swojego członka do mojego wejścia. Patrzyłem na niego nie ukrywając strachu.  Delikatnie poruszał biodrami ocierając się nabrzmiałym penisem o moje wejście, które jakby samo się na niego otworzyło. Wepchnął we mnie samą główkę, a ja już krzyknąłem cicho z bólu, zaciskając mocno oczy. Spod powiek poleciały łzy bólu i strachu. Moje ciało drżało pod nim dosyć zauważalnie. Zacisnąłem się na nim mocno.

Otrząsnąłem się. Poczułem, jak zaciska się mocno na moim penisie, zapewne kalecząc się jeszcze bardziej. Widziałem, jak cierpi. Nie dawało mi to spokoju, chociaż ta jego ciasnota była wspaniała. Żadna kobieta nie była tak ciasna, jak on. Pochyliłem się nad nim i pocałowałem w usta. Odgarnąłem czerwone kosmyki włosów z jego twarzy. Widziałem i czułem, jak ciałem leżącym teraz pode mną wstrząsają dreszcze bólu. Z jego zaciśniętych oczu popłynęły łzy. Nie chciałem mieć takiego widoku przed sobą. Znowu go pocałowałem w rozchylone usteczka.

- Spójrz na mnie... - poprosiłem. Posłusznie otworzył oczy. Patrzył na mnie zapłakany. Usłyszałem cichy krzyk, gdy przypadkowo, pochylając się nad nim, wbiłem w niego nieco głębiej. Poczułem jakąś wielką gulę w gardle. Nie chciałem go skrzywdzić. - Posłuchaj mnie, uspokój się. - głaskałem go czule po policzku - Wiem, że bardzo boli, ale proszę, nie płacz. - scałowałem łzy z jego twarzy - Za chwilę przestanie, musisz wytrzymać. - patrzyłem mu w oczy szepcząc spokojnie te słowa. Zmartwienie chyba było wyraźnie widoczne na mojej twarzy. On tylko przytaknął i objął mnie za szyję swoimi lekko drżącymi rękoma. Chwyciłem w dłoń jego członka i powoli zacząłem mu obciągać, żeby czuł przyjemność. Widocznie pomogło, bo poczułem na swoim penisie, jak jego mięśnie się rozluźniają. Powoli zacząłem wchodzić w niego głębiej. Słyszałem, jak chlipie i piszczy z bólu, jednak nie odzywał się ani słowem, żebym przestał. Spojrzał na mnie, ujrzał mój rozczulony jego widokiem uśmiech. Pomimo zapewne ogromnego bólu, odwzajemnił uśmiech. Wzdychałem głośno z przyjemności. Będąc w nim już w połowie przestałem się ruszać. Głaskałem go po policzku i składałem delikatne pocałunki na całej jego twarzy. Wiem, że go to uspokajało.

- Jesteś taki cudowny... I tak bardzo ciasny... Przepraszam, że boli, ale niedługo przestanie, zaufaj mi.. - szeptałem wzdychając ciszej. Wyszedłem z niego powoli i znów zacząłem wbijać się na nowo. Powtarzałem te ruchy cierpliwie, aż wreszcie poczułem, że opór całkowicie ustał.


To było okropne... Jedno z najgorszych przeżyć w całym  moim życiu. To, co się działo, zupełnie odbiegało od moich wyobrażeń o upojnym, długim i nieziemsko przyjemnym stosunku z Sebciem. Wiłem się i drżałem, słyszałem swoje piski i jęki pełne bólu. Czułem, jak swoimi gorącymi ustami zbiera łzy z mojej twarzy. Słuchałem go uważnie i starałem się rozluźnić. Pomimo ogromnego bólu czułem przyjemność płynącą z tego, co Sebuś robił z moim członkiem. Przestałem płakać. Trochę głupio mi było, że się rozbeczałem, ale on wydawał się dla mnie wyrozumiały. Szeptał mi te uspokajające słowa prosto do ucha i w czułym geście całował po twarzy. Starałem się rozluźnić jeszcze bardziej, przymknąłem oczy. Powoli ból zaczął ustawać, aż sam się zdziwiłem. Zaczęła go zastępować przyjemność. Otworzyłem szeroko oczy, gdy o moją prostatę otarł się twardy penis. Krzyknąłem z przyjemności. Zacząłem dyszeć głośno, nie czułem już bólu, tylko nieziemską przyjemność, jak w moich wyobrażeniach. Chyba to zauważył, bo zaczął poruszać się pewniej, szybciej wbijając tym ogromnym penisem w moje dobrze już rozciągnięte wejście co raz dalej. Zacisnąłem mocno oczy i zacząłem jęczeć z przyjemności tak głośno, że chyba było mnie słychać w całej rezydencji. Dosłownie rzucałem się po łóżku wyginając swe ciało w ponętny łuk. Sebastian przyśpieszył ruchy, rżnął mnie tak mocno, że całe łóżko się trzęsło. Niemal krzyczałem z przyjemności. Słyszałem, jak jego ciężkie jądra pełne spermy uderzają z bezwstydnym, głośnym plaskiem o moje pośladki. Pochylił się nade mną bardziej i przylgnął ustami do mojego sutka. Zaczął go mocno ssać i lizać naprzemiennie.


Był taki słodki. Posuwałem go co raz mocniej, wpychałem się z moim nabrzmiałym penisem co raz głębiej. Jaki to był wspaniały widok, gdy jego ciało normalnie rzucało się na moim łóżku z przyjemności, jaką właśnie otrzymywało. Do moich uszu non stop dobiegały głośne, przepiękne jęki. Zamknąłem oczy i zatraciłem się w doznaniach, automatycznie dalej mu obciągając mocno zaciśniętą na jego penisie dłonią. Szybko otworzyłem oczy. Widziałem, jak wygina się w śliczny łuk. Był tak niesamowicie rozkoszny, nie mogłem się powstrzymać. Chwyciłem w usta stojący, różowiutki sutek i zacząłem go mocno ssać, lizać. Delikatnie przygryzałem go zębami. To samo po chwili rozbiłem z drugim. Gwałtowniej zajmowałem się nimi, mocniej zaciskałem palce na jego członku. Chaotyczniej poruszałem się w jego wnętrzu. Gdy maltretowałem jego czerwony już sutek zębami, usłyszałem głośne krzyknięcie i poczułem, jak zdrętwiał. Trafiłem w jego punkt G... Specjalnie zacząłem poruszać się w nim pod kątem tratując swoim twardym penisem jego prostatę, co skutkowało tym, że do moich uszu docierały krzyki przyjemności. Ciekawe, czy Ciel go usłyszał... Był strasznie głośny, ale to w nim było plusem. Jego jęki i krzyki to rzeczywiście muzyka dla moich uszu. Poczułem, jak zaciska się mocno na moim penisie i po chwili osiąga szczyt krzycząc jeszcze głośniej i wyginając się w łuk tak bardzo, że niemal podniósł się do siadu. Czując mięśnie zaciskające się na moim członku, poruszyłem się w nim jeszcze kilka razy i również osiągnąłem szczyt spuszczając się obficie w leżącego teraz pode mną, wykończonego faceta. Oboje oddychaliśmy szybko. Powoli wysunąłem się z niego. Spojrzałem na jego twarz, patrzył na mnie prawie nieprzytomny. Pogłaskałem go po włosach i pocałowałem namiętnie w usta. Nie miał nawet sił oddać mi pocałunku. Hah... Jaki on był zabawny.


Pociemniało mi przed oczami, krzyknąłem głośniej i niemal usiadłem, gdy poczułem, że właśnie osiągam szczyt. Spuściłem się w dłoń czarnowłosego zaciskając nieświadomie z całej siły wszystkie mięśnie. Opadłem bezwładnie na łóżko w pełni zaspokojony. Nie otwierałem oczu, ledwo miałem siły na łapczywe łapanie oddechu w swoje płuca. On jeszcze pchnął mnie kilka razy i również osiągnął szczyt. Po chwili wyszedł ze mnie pozwalając swojej spermie zacząć opuszczać moje wnętrze. Poczułem, jak z mojego wejścia wycieka jego sperma. Zadawało mi się, że jestem cały wypełniony tą cudowną cieczą. Było jej mnóstwo. Otworzyłem wolno oczy, prawie nieprzytomny. Wolno kontaktowałem z otoczeniem. On natomiast pogłaskał mnie po włosach uśmiechając się szczerze i pocałował. Wybacz Sebciu, ale nie miałem w ogóle sił. Przez to, jaką rozkosz mi dałeś, opuściły mnie wszystkie. Wodziłem za nim wolno wzrokiem, jak spokojnie wstał i nakrył mnie chłodną kołdrą. Mmm, było tak przyjemnie i dobrze... Pogłaskał mnie znowu po włosach. Obserwowałem, jak wytarł sobie penisa ze spermy chusteczką i zaczął powoli ubierać. Bałem się, że już mnie opuści. Spojrzałem na niego ze strachem w oczach. Zupełnie, jakby odgadł moje myśli, podszedł do mnie i przytulił mówiąc, że idzie się napić, ale nie chce, żeby ktokolwiek przypadkowo go zobaczył nagiego. Zaśmiał się, a ja znów zarumieniłem.

- Chcesz też się czegoś napić? - głaskał mnie czule po włosach. Uśmiechnąłem się do niego szczerze i przytaknąłem głową. Założył na siebie jeszcze tylko koszulę i wyszedł. Wrócił po chwili ze szklanką zimnego soku. Podał mi ją. Opróżniłem zachłannie całą szklankę z jej zawartości spragniony jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Sebuś zaśmiał się ze mnie znowu, pokazałem mu język.


Zabawny był. Spojrzał na mnie z przerażeniem, gdy zacząłem się ubierać. Nietrudno było zgadnąć, o czym właśnie myślał. Uspokoiłem go tłumacząc, gdzie i po co idę. Zaśmiałem się cicho, a on zarumienił. Widocznie zawstydził się słodziak. Spytałem, czy też chce się czegoś napić, cały czas głaszcząc jego miękkie, czerwone włosy. Uśmiechnął się do mnie. Tak ładnie i szczerze. Wyszedłem do kuchni jeszcze cały rozgrzany, wróciłem szybko nie chcąc w takim stanie nikogo spotkać. Podałem Grellowi szklankę soku i obserwowałem, jak natychmiastowo wypija wszystko. Jak na wyścigach. Odetchnął i oddał mi szklankę. Znowu się z niego zaśmiałem. To był taki zabawny widok... Pokazał mi tylko swój języczek. Aż zachciało mi się znowu go całować.

- Pomóc ci się umyć...? - uśmiechnąłem się jak stary zboczeniec. Wiedziałem, że niezbyt komfortowo się czuje ze spermą wyciekającą z tyłka. Pokręcił przecząco głową. Wstał i ruszył do łazienki. Ja usiadłem na łóżku i czekałem na niego. Po dłuższej chwili wrócił. Poczułem zapach swojego żelu pod prysznic. Wziął swoje ubranie i szybko się odział. Wstałem i po prostu go przytuliłem. Spojrzał na mnie zaskoczony. Cmoknąłem go w nos.


Nawet nie wiecie, jak ciężko mi było się tam umyć! Jego sperma lała się i lała jakby było jej nieskończenie wiele. W końcu skończyłem się cały myć żelem Sebusia, mmm... Pięknie pachniał owocami leśnymi. Wróciłem i szybko zacząłem się ubierać, trochę mi było wstyd tak nagiemu paradować przed nim, chociaż właściwie i tak mnie widział już całego gołego... Nim się zorientowałem już byłem schowany w jego silnych ramionach. Trochę zdziwiony spojrzałem na jego twarz. Pocałował mnie w nos... Znów było mi ciepło i dobrze. Objąłem go za szyję, on natomiast położył dłonie na moich biodrach i wpił się w me usta. Mmm, jak on ładnie pachniał... Miał cudowne, miękkie, jedwabiste usta, które właśnie teraz żarliwie całowały moje. Zamknąłem oczy, rozkoszowałem się pocałunkiem. Żaden z nas go nie pogłębiał. Przez dłuższą chwilę po prostu tuliliśmy się do siebie i całowaliśmy. Zastanawiałem się... Czy to było wliczone w rozkaz "Kochajmy się", czy sam to po prostu robił z własnej inicjatywy...Byłem zmęczony. Bardzo.  Nie miałem już sił o tym myśleć.

- Sebastian, jestem zmęczony... Chyba już pójdę do siebie, chcę spać - wymamrotałem chowając twarz w jego ramieniu. Ręką zaczął głaskać mnie po karku. Na dowód swych słów ziewnąłem. Poczułem, jak bierze mnie na ręce i kładzie na swoim łóżku, przykrywa kołdrą. Pogłaskał mnie jeszcze czule po głowie i powiedział, żebym tu spał. Nie sprzeciwiałem się, tylko przekręciłem na bok i ułożyłem wygodnie na jego łóżku. Zasnąłem prawie od razu.

Nie chciałem, żeby już wyszedł, więc powiedziałem, żeby tu został. Przynajmniej na razie. Patrzyłem na niego ubierając się do końca, kamizelka i te sprawy. Szybko zasnął. Okryłem go szczelniej kołdrą. Wyglądał tak słodko i niewinnie, kiedy spał... Zgasiłem światło i wyszedłem zamykając za sobą cichutko drzwi, żeby go tylko nie zbudzić. Udałem się wyglądając nienagannie do mojego panicza. Wszedłem ostrożnie i zobaczyłem śpiącego, z głową i rękoma położonymi na biurku, Ciela. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do jego sypialni. W drodze się zbudził i spytał wręcz z kpiną w głosie, jak było. Powiedziałem jedynie, że dobrze i położyłem go do łóżka. Ten jak na złość wstał. Musiał zanieść list na pocztę. Ubraliśmy się oboje i wyszliśmy. Przechodząc przez ulice wyjechał ni stąd ni zowąd pijany kierowca karocy, która przejechała hrabię, ja zdążyłem odskoczyć. Podszedłem po chwili do dzieciaka, któremu z głowy ciekła już pomidorowa, poszturchałem go. Ciel nie żył. Zostawiłem go i poszedłem z powrotem do rezydencji. Obudziłem Grella, opowiedziałem mu o tym i spytałem, czy nie mógłbym się u niego zatrzymać na kilka dni, bo tu już zostać bym nie mógł. Zgodził się natychmiastowo krzycząc z radości, że mogę zostać, ile mi się zechce. Polubiłem go. Bardzo. Teraz wydawał mi się rozkoszny.

*** Epilog dalszych losów tej dwójki oczyma narratora ***

Sebastian wprowadził się do Grella. Między nimi szybko narodziło się poważne uczucie. Sebastian wyznał w końcu miłość dla czerwonowłosego. Od tego czasu żyli długo i szczęśliwie, kochając się niemalże codziennie. Grell nie zachowywał się już jak kompletny idiota. Dalej był dla Sebastiana uroczy, piękny, słodki, podniecający, itd. Byli, są i będą przykładem miłości idealnej. Bardzo się kochają i nigdy nie przestaną. Dalej żyją za tysiąc pięćset miesięcznie kuźwa na rękę.

~KONIEC~

ONE-SHOT Lekarz x pacjent

Do szpitalu wbiegła zapłakana matka z nieprzytomnym, 12-letnim synkiem na rękach. Od razu zbiegły się wolne pielęgniarki pytając co się stało. Rodzicielka piegowatego blondynka o czekoladowych oczach zaczęła tłumaczyć, że Michał zemdlał podczas lekcji w-f'u. Pielęgniarki szybko położyły blondyna na wózku i zawiozły na odpowiedni oddział, matce każąc czekać spokojnie.

* * *

- Z Michałkiem wszystko w porządku, dzielny chłopak. - głaskał dzieciaka po blond włosach doktor, ok. 40-letni, przystojny mężczyzna gruzińskiej urody. Podrapał się po lekkim zaroście na szczupłej twarzy. Spogląda na matkę dzieciaka czarnymi jak węgiel oczami uspokajając ją. Młoda kobieta przytuliła do siebie swoje dziecko, siedzące na łóżku szpitalnym. Nagle chłopiec zgiął się i złapał za brzuch.

- B-boli... - masuje się gdzieś z boku na podbrzuszu. Mężczyzna poprosił matkę o wyjście i zostawienie ich samych. Ta niechętnie wyszła z sali w której pozostali sami.

- No, Michale, zabierz rączkę... Wiem, że boli, ale połóż się, oddychaj spokojnie... - mówi czułym głosem do dzieciaka lekarz zakładając lateksowe, jednorazowe rękawiczki. Ten położył się posłusznie na plecach mrużąc oczy w bólu. - Powiedz, gdzie dokładnie boli.

Doktor przysiadł obok na łóżku i podniósł chłopcu koszulkę w górę. Powoli, dokładnie zaczął uciskać poszczególne punkty na brzuchu blondyna pytając za każdym razem, czy boli. Nie wiedząc czemu, dzieciak zaczął się rumienić, gdy ten go uciskał na brzuchu. Ból minął. Lekarz po dwukrotnym uciśnięciu chyba całego jego brzucha wstał.

- Nigdzie nie bolało? - dzieciak pokręcił przecząco głową zarumieniony na twarzy, oddech mu znacznie przyśpieszył, co nie uszło uwadze mężczyzny. - Wszystko w porządku? Dalej boli? - marszczy lekko brwi.

- N-nie... - wyjąkał jakby nieśmiało chłopak. Nie znał się jeszcze na TYCH sprawach, nie wiedział o tym praktycznie nic. Po prostu czuł, że było mu przyjemnie, gdy ten miły pan go dotykał. Patrzył na niego z uchylonymi ustami jakby chciał coś powiedzieć. Robiąc niewinną minę zapytał jakby nigdy nic - Mógłby mnie pan jeszcze tak dotykać...? - nie widział w tym nic złego, jak małe dziecko. Lekarza za to zamurowało słysząc takie słowa z ust dzieciaka. Już miał mu zacząć opowiadać jakie to jest be, jednak nie mógł oprzeć się proszącej minie chłopca. Mężczyzna nigdzie się nie spieszył, w razie czego zawsze mógł powiedzieć, że jeszcze go badał. Uśmiechnął się tylko do blondyna i znów przysiadł obok. Podwinął mu wyżej koszulkę i zaczął masować jego brzuszek dłońmi, delikatnie go uciskając. Chłopiec zamknął oczy z przyjemności, cały czas się uśmiechał i przeciągał, jak rozleniwiony kociak. Doktor pomyślał, czy by nie posunąć się dalej, cały czas uważnie obserwował z lekkim uśmiechem rozkosznie wyglądającego chłopca. Powoli zaczął przesuwać ręce coraz niżej, to na delikatne podbrzusze, aż zsunął je w końcu na krocze. Blondyn od razu otworzył oczy i spojrzał zdziwiony na mężczyznę podnosząc się na łokciach. To jego intymna strefa, zawsze tylko sam się tam dotykał. Ośmielony jednak uśmiechem miłego pana znów położył się wygodnie i przymknął oczy. To mu się zaczęło podobać, było takie przyjemne, że zaczął głośno mruczeć, gdy miał delikatnie uciskane i masowane krocze. Niewielkich rozmiarów penisek zaczął stawać do góry pod wpływem pieszczot. Lekarz dokładnie wyczuł palcami położenie członka chłopca pod cienkimi spodniami. Zacisnął na nim palce przez materiał i zaczął szybko poruszać ręką onanizując go. Chłopiec nie wiedział, co się dzieje, pierwszy raz w życiu doznawał aż takiej przyjemności. Patrzył z nie dowierzaniem na doktora, co ten mu robi, że nie wytrzymuje i z rozkoszy wije się oraz rzuca po łóżku szpitalnym. Mężczyzna tylko uśmiechał się czule do blondynka. Po kilku minutach dzieciak doznał pierwszy raz w swoim życiu orgazmu wystrzelając białą cieczą. Przed oczami mu pociemniało, krzyknął sam nie wiedząc czemu. Opadł na łóżko bezwładnie, wykończony. Patrzy na mężczyznę szeroko otwartymi czekoladowymi oczami w zdziwieniu. Aż pisnął patrząc na plamy na swoim kroczu, jeszcze bardziej się zaczerwienił ze wstydu i złączył razem nogi. Lekarz się zaśmiał i pogłaskał go po włosach.

- Spokojnie, to nic złego. - dalej go głaszcze czule po główce, odgarnia mu jasne kosmyki z czoła. Dwunastolatek nasunął na siebie kołdrę zasłaniając się.

- C-co to było...? - dyszy jeszcze dosyć głośno spoglądając na mężczyznę zarumieniony.

- Słodki jesteś. - zaśmiał się - Było ci dobrze? - chłopiec przytaknął tylko głową dalej nie rozumiejąc sytuacji - Więc nie pytaj, sam się kiedyś dowiesz. - posłał mu szczery uśmiech. Dzieciak instynktownie wstał i przytulił się mocno do mężczyzny. Ten objął go szczelnie ramionami i pogłaskał po pleckach. Zastanawiał się, czy mężczyźnie też byłoby przyjemnie, gdyby tak mu robił. Chciał się mu tylko odpłacić. Nie widział w tym nic złego.

Drobna dłoń chłopca zacisnęła się na kroczu starszego mężczyzny. To było takie dziwne uczucie, nagle poczuł, jak policzki mu się zaczynają robić znowu gorące. Do jego uszu dobiegło ciche westchnięcie. Spojrzał w górę na jego uśmiechniętą twarz. Zawstydzony blondyn nagle cofnął rękę i spuścił głowę. Po chwili poczuł silną dłoń na swoich karku, która delikatnie go masuje. Znów spojrzał w oczy mężczyzny. Ten pocałował go namiętnie w usta. Zaskoczony chłopiec czuje, jak policzki go pieką. Wargi tego pana były takie miękkie, gładkie i gorące, jak przyznał w myślach. Z chęcią, trochę niezdarnie, poruszał wargami oddając pocałunki. Kiedyś widział na filmie, jak tak całuje się dziewczyna z chłopcem. Starał się robić to samo. Było mu tak dobrze i ciepło przy tym doktorze. Po chwili już poczuł coś śliskiego na swoich ustach, zorientował się, że ten chce pogłębić pocałunek. Instynktownie uchylił wargi dając do swojej buzi pełen dostęp. Starszy korzystając z okazji wepchnął mu do środka język, zaczął dokładnie penetrować całe wnętrze słodkich usteczek dwunastolatka. Ten natomiast niezdarnie ociera się języczkiem o sprawny, wilgotny narząd mężczyzny, co było dla starszego akurat urocze. Po chwili oderwali się od siebie, ponieważ młodszy musiał zaczerpnąć powietrza. Było mu tak gorąco, że musiał się napić. W tym samym czasie, gdy pił wodę, a lekarz go obserwował z uśmiechem, do sali weszła pielęgniarka z kroplówką. Mały położył się na łóżku cały czerwony, orzeźwiony chłodną wodą. Kobieta powiedziała mężczyźnie, że musi iść do innego pacjenta. Blondyn patrzył tęskno za wychodzącym mężczyzną. Spytał pielęgniarki, gdy ta podłączała mu kroplówkę, czy On jeszcze wróci. Ta tylko uśmiechnęła się i poczochrała chłopca po włosach mówiąc, że zapewne tak, ale dopiero wieczorem. Wyszła. Brązowooki położył się wygodnie na łóżku i postanowił się przespać, co nie było trudne, albowiem jeszcze był zmęczony po osiągnięciu szczytu. Przewrócił się na bok i nakrył kołdrą po szyję. Szybko zasnął z lekkim uśmiechem na twarzy.

sobota, 24 sierpnia 2013

I. Haremus.

Ciemnowłosy władca Trzeciej Części szykował się na wieczorne wyjście do przyjaciela, u którego miało zostać uczczone przejęcia tronu przez Luksembryego i jednocześnie jego narodziny. Dziś kończył równo 2300 ludzkich lat. Mężczyzna ruszył przed siebie powozem zaprzężonym w 20 rumaków o srebrnej lśniącej barwie. Przemierzał lasy aż dotarł do posiadłości Inegoryego. Potężna budowla wysokości kilku wieżowców dumnie stała wyglądając wysoko ponad korony zmodyfikowanych drzew. Młody wampir wysiadł z powozu i zatrzymał się wdychając rześkie powietrze, patrzył chwilę z lekkim uśmiechem na po części swoje dzieło. Razem wznieśli tyle pięknych budowli, co nigdy nie udało by się ludziom. Znał każdy kąt domu przyjaciela, razem planowali co gdzie będzie się znajdywało. Od razu udał się do sali, gdzie odbywało się przyjęcie. Wszedł do niej. Na środku stał ogromny stół przy którym siedziało wielu znajomych wampirów, niektórzy się bawili, zajmowali swoimi ludzkimi zdobyczami. Na ścianach wisiały ogromne plakaty z wizerunkiem Luksembryego. Gdy wszedł wszyscy wstali i zaczęli go witać, składać życzenia, wręczać prezenty, które wylądowały w przeznaczonym do tego pokoju. Po przywitaniu się z większością zasiadł do stołu na honorowym miejscu. Pięknie, acz skąpo ubrane młode dziewczęta oraz chłopcy zapewniali rozrywki gościom. Po wypiciu kilku lampek wina zmieszanego ze zwierzęcą krwią dzikich kotów i rozmowie, Inegory wstał i rzekł do przyjaciela - Luksembry, a oto mój prezent dla Ciebie - z uśmiechem wskazał dłonią na drzwi, które otworzyły się, a w nich stanął wprowadzony przez tresera chłopak o rudych, lśniących, niesfornie układających się na wszystkie strony świata włosach, dużych zielonych oczach i wydatnych malinowych ustach. Ręce i nogi miał skute kajdankami, został na kilka sekund oślepiony jasnym światłem w sali, gdyż dotychczas przebywał w całkowicie ciemnej klatce. Ubrany był w aksamitny, leciutki szlafrok, ledwo zasłaniający okrągły tyłeczek. Usta miał zaklejone taśmą. Widać było jak patrzy z niechęcią i złością na całą publikę, która w tym czasie dokładnie lustrowała go wzrokiem. Został przyprowadzony przez tresera do samego Luksembryego. Zmuszony klęknął przed nim i spuścił głowę. Nie chciał na nikogo patrzeć, czuł się poniżony tą sytuacją. Poczuł na swoim policzku ciepłą dłoń i usłyszał rozkaz, miłym głosem, ale rozkaz, żeby spojrzał w górę. Odważył się i podniósł wzrok napotykając zimną czerń mieszającą się z gorącą czerwienią w oczach wampira, który napalał się samym widokiem chłopca. Ten cofnął się na kolanach wystraszony mężczyzny. Słyszał o nim dużo, niekoniecznie dobrego. Żaden wampir nie był dobry. Luksembry kazał odejść treserowi, który przed opuszczeniem sali założył rudzielcowi obrożę i przypiął do smyczy. Wampir przyglądał się uważnie dzieciakowi.
- Ładny prezent.. Dzięki - rzucił z uśmiechem ciemnowłosy.
- Najlepsze co znalazłem, ma fajne ciałko i prawiczek. Od tyłu przynajmniej, z przodu nie wiem... - Inegory zaśmiał się obserwując rumiane policzki chłopaka. Ze wstydu czy ze złości, dla niego to nieważne.

Noc minęła szybko na sprośnych zabawach i upijaniu się. Dodatkowo Inegory podarował przyjacielowi lwa o najpyszniejszej krwi. O mało nie płakał ze smutku oddając swojego ukochanego kociaka. Luksembry późną nocą, gdy większość gości wychodziła postanowił już wrócić. Wprowadził swój nowy nabytek za smycz do wozu. Wyszkolone konie same jechały do jego posiadłości. W tym czasie chłopak w ogóle się nie odzywał, chociaż miał już możliwość bez taśmy na ustach. Wampira ciekawił jego charakter. Patrzył chwilami spod byka, ale siedział cicho. Po powrocie ciemnowłosy umył się, posmakował nowej krwi i ruszył nago do sypialni. Na środku wielkiego łoża leżał w szlafroku chłopak przypięty krótko na smyczy do ramy mebla. Wampir podejrzewał, że podano dzieciakowi jakieś proszki, dlatego postanowił dać mu od razu dawkę wyprowadzającą z dziwnego stanu. Nie mylił się, chłopak od razu zaczął się rzucać i krzyczeć na niego. Aż się zaśmiał nie wierząc w ludzką głupotę. Jak zwykły  nastolatek ma czelność krzyczeć na niego, na samego władcę trzeciej części. Od razu chwycił za bat i stanął nad zielonookim, zaczął go okładać po dosłownie całym ciele. Młodzieniec zwijał się z bólu i krzyczał po jakichś 30 minutach okładania go narzędziem kary. Leżał już cicho drżąc tylko i patrząc z przerażeniem na nowego właściciela, cały w czerwonych pręgach.
- Po pierwsze. Od teraz jesteś moją własnością, więc masz zwracać się do mnie per "Panie".  - czarnooki spoglądał na niego z wyższością - Po drugie. Nie masz prawa na mnie krzyczeć ani pyskować. Jesteś mój, więc masz być mi posłuszny. Mam pełną służbę, więc postanowiłem iż zostaniesz moim sex-zwierzaczkiem. Masz wykonywać wszelkie moje polecenia, za nieposłuszeństwo będziesz karany, a rozkaz potem i tak wykonasz, więc bunt jest bez sensu. Rozumiemy się? -  z "przyjaznym" uśmiechem wystawił do niego dłoń i pogłaskał po zranionym przez bat policzku. Chłopak nie wiedział co ma robić, leżał nieruchomo patrząc w bok na wampirzą dłoń. Jakby mało było tego, że nie wierzy w to, co się dzieje, że został porwany to teraz ma być.. czym? Nawet mu przez myśli nie przechodzą słowa wampira. Nie wierzył w to, co się dzieje. "Czy to kara za bycie niegrzecznym chłopcem?" Zastanawiał się patrząc na wampira, który przykuł kajdanami jego nogi do obręczy zwisających z sufitu. Miał je teraz uniesione i szeroko rozłożone. Zarumienił się wiedząc, że ten mężczyzna patrzy i jakby tego było mało zrzuca z niego szlafrok, ale wolał się nie odzywać czując pieczenie na całym ciele po bacie. Wampir obejrzał dokładnie ciało chłopaka. Niewielkich rozmiarów sprzęt schowany w gęstym, rudym włosiu. Nastolatek czuł bladą dłoń głaszczącą go po kroczu. Od zawsze miał słabość do mężczyzn. Chociaż ten go zranił i wystraszył, nie mógł powiedzieć, że nie jest przystojny ani podniecający, bo był i to cholernie, jak powtarzał sobie w myślach. Zagryzał wargę by nie wydać z siebie żadnego odgłosu, zaciskał oczy, gdy dłoń powędrowała w okolice jego odbytu. Czuł lekki ból, gdy wampir wepchnął w niego palec sprawdzając czy rzeczywiście jest prawiczkiem.
- Zostaw mnie ty cholerny zboczeńcu..! - krzyknął i od razu tego żałował napotykając lodowaty wzrok wampira, ale co miał zrobić. Nie może pozwalać jakiemuś tam wielkiemu władcy, który samodzielnie złączył dwie planety i pokonał ludzkie wojska, dotykać się, no bez przesady. Starszy o niecałe 2300 lat wampir (wiek to tylko liczba XD) za karę przykleił do jego jąder plaster kopiący co kilka minut prądem i zostawił chłopaka w tej pozycji na całą noc. Sam zgasił światło i poszedł spać. Wykończony psychicznie chłopak był potwornie zły na swojego nowego Pana, ale wolał go nie budzić, bo oberwie jeszcze gorzej, jak przypuszczał. W środku nocy już nie wytrzymywał i zaczął krzyczeć, ale to nie obudziło smacznie śpiącego wampira. Chłopakowi chciało się beczeć z bezradności. Nad ranem już z jego oczu leciało kilka samotnych łez. Całą noc męczył się nie zmrużając oka, gdyż od razu budzony był co kilka minut kopnięciem prądu we wrażliwe skarby.

Postacie.

LUKSEMBRY (2300-letni Wampir rządzący na części trzeciej - Haremusie. Samodzielnie zjednoczył Ziemię z Marsem. Zwolennik niewolnictwa, najmłodszy z Panów Wampirzych rządzących czterema częściami.)





INEGORY (1900-letni wampir; najlepszy przyjaciel Luksembryego; trenuje razem z nim ludzi na posłusznych niewolników innych wampirów z czego wspólnie zrobili biznes eksportując ludzi na wszystkie cztery części)


ALEKSY (ludzki 17-latek, sex-zabaweczka samego władcy Luksembryego; chłopak z bogatego domu bez większych problemów <dopóki nie został porwany przez grupę handlującą ludzkim towarem>; arogancki, rozpieszczony nastolatek stawiający siebie ponad wszystkich innych)



FLORYN (2000-letni wampir, niegdyś wróg Luksembryego; jego celem jest obalenie z tronu obecnego władcy części trzeciej i przejęcie nad nią władzy; przez wampiry uznany za zaginionego)


Prolog.

Odległa rzeczywistość. Świat rządzący się swoimi prawami. Haremus - ogromna planeta, powstała po zderzeniu się  czterech planet, a w wyniku zjednoczenia Merkurego, Wenusa, Ziemi oraz Marsa w jedność. Przetrwały Wampiry wraz z niektórymi ludźmi, gatunkami zwierząt oraz nasionami roślin, które ukrywające się przed światem stworzenia zwane przez ludzi wampirami zbierały stuleciami podczas swej skrytej egzystencji na Ziemi. Zgromadzili już wszystko, więc następnie doprowadzili do zjednoczenia 4 planet. Po zakończeniu zawładnęli nad nowym światem wampiry, jako najpotężniejsze stworzenia. Podzielili nową, ogromną planetę na 4 części według zróżnicowanej struktury zjednoczonych 4 planet. Część trzecia, która była najodpowiedniejsza do hodowli zwierząt, uprawy roślin, warzyw i owoców ziemskich, nazwana została Haremus. Rządy swoje prowadził na niej najpotężniejszy z rządzących na czterech częściach panów wampirzych - Luksembry. Cała opowieść skupiać się będzie na życiu na Haremusie. Zapraszam do następnej notki, w której przedstawione zostaną postacie.